Usłysz Historię: Francja (2000–2017)

Po raz drugi zajrzyjmy do kart Eurowizyjnej historii, tym razem skupiając swoją uwagę na Francji!

Ponad dwa lata temu, na portalu muzycznym SoundUniverse, podjąłem próbę zebrania najciekawszych informacji na temat państw jadących do Wiednia. Niestety seria nie została przeze mnie doprowadzona do końca, co traktowałem jako jedną z moich największych dziennikarskich porażek. Ku mojej radości, mogę jednak odkupić swoje poczucie winy i wznowić cykl teraz, kiedy są do tego zdecydowanie najkorzystniejsze warunki. Kraje będę poddawał analizie w losowej kolejności, stąd liczę, że będzie to dla Was dodatkowym elementem wzmagającym ciekawość. Tydzień temu mieliście okazję przeczytać o mojej ocenie Albańskich propozycji. Dzisiaj czas na kraj z nad Sekwany!

Wprowadzenie

Czym byłaby Eurowizja bez Francji? Bez wątpienia uboższym muzycznie wydarzeniem. Kraj ten jest jedną z siedmiu nacji, które wzięły udział w pierwszej historycznej edycji tego konkursu w 1956 roku. Od tej pory Francuzi opuścili rywalizację jedynie dwukrotnie (1974, 1982), więc na swoim koncie mają równo 60 występów. Idąc dalej, wśród podanej liczby uczestnictw – pięć z nich zakończyło się ich tryumfem (1958, 1960, 1962, 1969, 1979), pięciokrotnie trafiali na drugą lokatę (1956, 1957, 1976, 1990, 1991), a aż siedmiokrotnie stawali na najniższym stopniu podium (1959, 1965, 1967, 1968, 1978, 1979, 1981). Na tle tej imponującej historii, kompozycje reprezentujące ich w XXI wieku wypadają dosyć blado. Dla przeważającej liczby występów (dokładnie ośmiu) przygoda z finałem zakończyła się pozycją w tzw. ogonie, czyli na lokatach pod koniec drugiej dziesiątki (19) do tych w trzeciej (22, 23, 25, 26). Przez długi okres przywiezieniem najlepszego wyniku mogła się szczycić Natasha St-Pier która w 2001 roku w Kopenhadze znalazła się tuż za podium. Rok później o oczko niżej zameldowała się Sandrine François i aż 6 lat zajął Francji powrót do pierwszej dziesiątki. Tej sztuki dokonała zaproszona specjalnie w celu podniesienia swojego kraju z kolan, Patricia Kaas, która z utworem Et s’il fallait le faire zajęła w Moskwie ósmą lokatę, zgarniając 107 oczek. Ku mojej osobistej radości, nie był to jednak przypadek jednostkowy i Francuzi w ciągu ostatnich dwóch lat, zdołali odnaleźć skuteczną drogę do serc Europejczyków. Zarówno Amir, jak i Alma, spotkali się ze sporą życzliwością krytyków, ale również i fanów zdobywając kolejno dobre 6 i 12 miejsce w stawce.

Najsłabsze Ogniwo

Angunn – Echo (You & I) (2012) | Oficjalny Teledysk

Można śmiało powiedzieć, że Echo (You & I) jest znakomitą wizytówką Eurowizji, której doświadczyliśmy w Baku. Czy to komplement? Zdecydowanie nie. Piosenka Angunn była tak słaba, jak organizacja tego wydarzenia przez Azerbejdżan (zarówno od strony wizualnej, technicznej, jak i czysto muzycznej). Niezrozumiała, pozbawiona wszelkiej naturalności i generyczna do bólu melodia była tylko wierzchołkiem góry lodowej, na której musiał rozbić się każdy szanujący choć trochę swój gust muzyczny fan ESC. Tragicznie wyglądał tekst, absolutnie przeciętnie wypadła sceniczna prezentacja (nie wspominając już z osobna o teledysku). Jedynie śpiew wokalistki przebijał się przez marazm tego dołującego obrazka, jaki został nam zaserwowany, jednak w porównaniu z wersją studyjną to też nie było nic wyjątkowego. Reasumując, dwudziesta druga pozycja to w moim poczuciu wartości i tak spory prezent od publiczności głosującej tamtego wieczora, i jak wielokrotnie broniłem kompozycji francuskich, tak tutaj cierpkie słowa są, jak najbardziej zasłużone. Muzyczna żenada.

Stracona Szansa

Twin Twin – Moustache (2014) | Oficjalny Teledysk

Analizując sporządzone przeze mnie statystyki, wysnułem dosyć ciekawy wniosek, że los Twin Twin jest wyjątkowo analogiczny do tego, który spotkał siedem lat wcześniej grupę Les Fatals Picards. Obydwie piosenki bardzo przyjemne w odbiorze, chwytliwe i w pełni tego słowa znaczenia eurowizyjne (czyt. zdecydowanie nie ambitne, za to idealnie skrojone do tupania nóżką oraz podśpiewywania refrenu po pierwszej minucie). Obydwie w większym (LFP) lub mniejszym (TT) stopniu zawiodły podczas prezentacji na żywo, otarły się o kicz i dorobiły się sporego grona zaciekłych krytykantów. Jednak bazując na statystykach, więcej krzywdy wyrządzono zeszłorocznym reprezentantom Francji. Do dzisiaj nie rozumiem, dlaczego ta piosenka wylądowała na ostatnim miejscu w finale (w puli były propozycje dużo gorsze), kiedy na zdrowy rozsądek powinna spokojnie osiąść w połowie drugiej dziesiątki. Niezbadane są wyroki publiczności, która tutaj zbyt wrogo i poważnie podeszła do prostej, zabawnej i tanecznej piosenki. Zmarnowany potencjał!

Najlepsza Trójka

3) Sébastien Tellier – Divine (2008) | Oficjalny Teledysk

Najwłaściwszym słowem, jakim mogę podsumować propozycję, którą Francja zaszczyciła publikę w Belgradzie, jest: cool. Wszystko w tej znakomitej propozycji było nieprawdopodobnie luźne, dowcipne i sympatyczne. Zaczynając od brodatego chóru (kobiety tutaj miały zarost, zanim to stało się popularne!), który świetnie zsynchronizował się z zaraźliwie przebojową i chwytliwą melodią, a kończąc na głównym bohaterze (czyli eurowizyjnym odpowiedniku Jezusa Chrystusa), który sakramencko dobrze wykonał swoją wokalną powinność, a przy okazji w ciągu trzech minut wjechał na scenę samochodzikiem, śpiewał po wciągnięciu sporej dawki helu z balonika i imitował ruchy Elvisa Presleya… Jak to mogło się nie spodobać i nie wywalczyć miejsca w Top 5!? Z przykrością stwierdzam po raz kolejny w tym cyklu, że nie mam bladego pojęcia i głośno zastanawiam się nad tym, czy jeszcze będzie kiedyś szansa, by ponownie zwerbować Telliera do krainy Konkursu Piosenki Eurowizji. Jeśli ten ruch miałby się wiązać z tak fenomenalną dawką charyzmy i muzycznej przyjemności, jak w przypadku Divine, to równie dobrze mógłby zostać francuskim odpowiednikiem Valentiny Monetty, czyli… powracać co rok!

2) Alma Requiem (2017) | Oficjalny Teledysk

O mojej wielkiej miłości do Almy podsycanej pobudkami artystycznymi i tymi zupełnie wybiegającymi poza sferę muzyczną mówiłem oraz pisałem wielokrotnie. Utwór Requiem był dokładnie taki sam jak Alexandra – pełny klasy, wdzięku, piękna i stylu. Jego niebywałymi atutami był też wspaniały wokal artystki oraz bardzo dobry francuski tekst niosący za sobą… bo jak by inaczej, miłosne przesłanie! Po drodze nastąpił niestety spory błąd związany z promowaniem tej piosenki wśród Europejczyków, a mam tu na myśli częściowe tłumaczenie refrenu na język angielski. Z czasem nabrałem uznania do sposobu, w jaki go wykonano i przyzwyczaiłem się do zmodyfikowanej wersji utworu prezentowanej na scenie w Kijowie, jednak przez ten zabieg z utworu uleciało sporo duszy. Piękny francuski język powinien być częstym gościem każdej edycji Eurowizji i jeśli jest tylko okazja zostawić go w pełni artyście, tak powinno się dziać. Nie zmienia to jednak faktu, mojego ogromnego uwielbienia wobec tej wspaniałej kobiety i na sam koniec zachęcam: wyobraźcie sobie tą znakomitą sceniczną prezentację, po francusku w sercu Paryża. To mogło się wydarzyć…

1) Amir  J’ai Cherché (2016) | Oficjalny Teledysk

… gdyby tylko perfekcję wersji studyjnej udało się przenieść na scenę! J’ai Cherché nie miało w moim mniemaniu słabych elementów zarówno w oryginalnej wersji utworu, jak i tej skróconej oraz przerobionej do standardów Eurowizyjnych. W tym przypadku (w pełni) angielski refren oraz zwrotki śpiewane po francusku świetnie spajały się ze sobą i dorzucając do tego niebywale chwytliwą nowoczesną pop melodię, pokrzepiający tekst oraz znakomity teledysk – całością można było zachwycać się bez końca. Ta piosenka była bez wątpienia tym, co wynagradzało francuskim fanom konkursu lata oczekiwania na pełno prawnego pretendenta do zwycięstwa. Właśnie z tego powodu niebywale przykre jest to, że dyspozycja wokalna Amira w Sztokholmie, pozostawiała bardzo wiele do życzenia. Pełnego potencjału nie wyciśnięto też z gigantycznych możliwości technicznych, jakie niosła za sobą ogromna i świetnie zaprojektowana scena. Prezentacja była ładna, całkiem pomysłowa, ale zabrakło jej sznytu i nutki wyjątkowości na tle mocnej rywalizacji o tryumf. Tak czy siak, dzieło tego wokalisty pozostaje jedną z moich ulubionych piosenek do słuchania bez względu na porę dnia i roku. Oby taki pop, pojawiał się tutaj częściej!

Wszystkim osobom które przeczytały kolejny tekst z cyklu Usłysz Historię, serdecznie dziękuje i tradycyjnie zapraszam do pozostawiania swoich przemyśleń w oczekiwaniu na kolejny epizod!